Wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej z dnia 3 października 2019 roku w sprawie o sygn. akt C-260/18, wydany na kanwie umowy kredytu państwa Dziubak zawartej z Raiffeisen Bank, uruchomił falę pozwów kredytobiorców przeciwko bankom, domagających się unieważnienia zawartych umów kredytów walutowych. Banki zalane zostały hurtową liczbą pozwów na kwoty sięgające średnio kilkuset tysięcy złotych.

Konsekwencje ustalenia nieważności umowy

Praktyczna konsekwencja ustalenia przez sąd nieważności umowy kredytu polega na tym, że umowa traktowana jest jako niebyła, tj. jakby nigdy nie została zawarta. Obie jej strony muszą zwrócić sobie wzajemnie uzyskane od drugiej strony kwoty. Bank zwraca kredytobiorcy sumę wszystkich pobranych od kredytobiorcy rat kredytowych (zarówno spłaty kapitału jak i odsetek od kredytu), prowizji i opłat,a kredytobiorca zwraca bankowi kwotę udzielonego (wypłaconego) kredytu. Powyższy sposób rozliczeń, oparty o tzw. ,,teorię dwóch kondykcji”, został potwierdzony przez Sąd Najwyższy uchwałą w sprawie III CZP 6/21, której SN nadał moc zasady prawnej. Łatwo zatem zauważyć, że w razie dokonania spłat na łączną kwotę przekraczającą wartość wypłaconego kredytobiorcy kredytu (co zazwyczaj ma aktualnie miejsce, w przypadku kredytów udzielonych w latach 2005-2008), po dokonaniu wzajemnych kompensacji, powstaje nadwyżka na rzecz kredytobiorców, którą bank musi zwrócić konsumentowi. Wraz z dalszym spłacaniem rat kredytowych przez kredytobiorcę do czasu unieważnienia umowy, kwota nadwyżki systematycznie wzrasta.

Podejście banków

Strategia banków wobec tej sytuacji opierała się w szczególności na maksymalnym wydłużaniu postępowań poprzez składanie do sądu bardzo obszernych, a przez to trudnych do analizy pism procesowych (często o objętości ponad 100 stron czystego tekstu) oraz wniosków dowodowych o przeprowadzenie czasochłonnych dowodów z opinii biegłych. Wykorzystywały one ponadto nieudolność sądów, szczególnie zlokalizowanych w małych miejscowościach, które zwlekały z rozpoznaniem spraw do czasu wypracowania linii orzeczniczej przez sądy wyższych instancji i ,,przejęcia” sposobu prowadzenia postępowania od bardziej doświadczonych sędziów. Strategia przeciągania postępowań sądowych przez banki okazała się skuteczna o tyle, że przesunęła w czasie wydanie wyroków, natomiast nie zniwelowała ona widma konieczności zwrotu wartości nadpłaconego kredytu rzeszy pokrzywdzonych konsumentów.

Wypracowanie przez sądy linii orzeczniczej i interpretacyjnej korzystnej dla kredytobiorców wymusiło na bankach zmianę strategii na bardziej agresywną i zniechęcającą kredytobiorców do wdawania się w spory sądowe. Coraz częstszą praktyką stało się straszenie kredytobiorców przez banki (także w toku postępowań sądowych) koniecznością zapłaty na rzecz banku wynagrodzenia za korzystanie przez kredytobiorców z udostępnionego im kapitału. Biorąc pod uwagę że zdecydowana większość kredytów frankowych została udzielona na zakup nieruchomości mieszkaniowych, banki podnoszą, że kredytobiorcy nie byłoby stać na zakup takiej nieruchomości, gdyby nie pozyskał on środków na podstawie kredytu. Fakt, iż w razie unieważnienia umowy kredytu, kredytobiorca, który zakupił nieruchomość za kwotę kredytu, pozostanie właścicielem zakupionej nieruchomości, a ponadto wygaśnięciu ulegnie obciążająca nieruchomość hipoteka na rzecz banku, zdaniem banków świadczy o uzyskaniu przez kredytobiorców podwójnej darmowej korzyści w razie unieważnienia umowy. Z tego też powodu banki stoją na stanowisku, że należy im się wynagrodzenie za udostępnienie konsumentom dużego kapitału, który umożliwił większości z nich spełnienie największego marzenia w ich życiu.

Czy stanowisko banków jest słuszne?

Jako podstawę prawną swoich rzekomych roszczeń banki początkowo wskazywały na art. 359 § 1 Kodeksu cywilnego (k.c.), tj. przepisy o odsetkach umownych. Stanowisko to było niedorzeczne i nielogiczne. Skoro bowiem unieważniona umowa traktowana jest za nigdy nie zawartą, stron nie wiążą również postanowienia umowne zastrzegające na rzecz banku wynagrodzenie w postaci odsetek od udzielonego kredytu.

Aktualnie banki wskazują jako podstawę swoich roszczeń przepisy o bezpodstawnym wzbogaceniu (art. 405 – 414 k.c.), czyli dokładnie te same przepisy, na podstawie których kredytobiorcom należy się zwrot sumy uiszczonych przez nich rat kredytowych. Zgodnie z art. 405 k.c., kto bez podstawy prawnej uzyskał korzyść majątkową kosztem innej osoby, obowiązany jest do wydania korzyści w naturze, a gdyby to nie było możliwe, do zwrotu jej wartości. W tym kontekście wydaje się, że jako ,,korzyść” należy rozumieć jedynie kwotę uzyskaną tytułem wypłaty kredytu. Zwrotowi podlega jedynie ,,korzyść” a nie dodatkowo wynagrodzenie za korzystanie z tejże korzyści. Przyjęcie innej interpretacji doprowadziłoby bowiem do absurdalnych wniosków, iż również kredytobiorcom należy się wynagrodzenie za ,,udostępnienie” bankowi środków w postaci spłat rat kredytowych.

Nie jest również możliwe ewentualne domaganie się przez bank zapłaty odsetek ustawowych za opóźnienie na podstawie art. 481 k.c., stanowiących formę wynagrodzenia za korzystanie z kapitału po terminie jego zwrotu. Z uwagi na brak określenia w k.c. terminu wymagalności roszczeń (daty początkowej możliwości domagania się zapłaty) z tytułu bezpodstawnego wzbogacenia, naliczanie odsetek za opóźnienie możliwe jest, na podstawie art. 455 k.c., dopiero po wezwaniu kredytobiorców do zapłaty z tego tytułu. Skoro zatem banki, na etapie postępowania w przedmiocie ustalenia nieważności umowy nie występowały i nie występują z takim roszczeniem (co związane jest z chęcią uniknięcia przyznania przez bank przed sądem, że umowa kredytu jest nieważna), ewentualne odsetki od kwoty wypłaconego kredytu mogą być naliczane dopiero od dnia przypadającego zazwyczaj dopiero po zakończeniu sporu sądowego.

Roszczenia banków wobec frankowiczów o korzystanie z kapitału wydają się zatem bezpodstawne. Powyższy wniosek potwierdzają liczne orzeczenia sądów, oddalające powództwa banków o zapłatę przeciwko kredytobiorcom, którzy uzyskali unieważnienie kredytu frankowego przez sąd. Do tego wniosku przychylają się również Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów oraz Rzecznik Finansowy, wskazując, że zarówno przepisy krajowe, jak i przepisy unijne nie dopuszczają bankom możliwości żądania takiego wynagrodzenia od konsumentów. Bez znaczenia jest w tym kontekście ekonomiczne uzasadnienie roszczeń banków, które możliwe że jest słuszne z punktu widzenia prowadzenia przez banki działalności gospodarczej, natomiast nie znajduje oparcia w przepisach prawa.

Podsumowanie

W świetle aktualnego stanu prawnego oraz aktualnej linii orzeczniczej sądów, w razie unieważnienia umowy kredytu walutowego, bankowi nie przysługuje wobec kredytobiorców wynagrodzenie za korzystanie z udostępnionego mu kapitału. Szanse na zmianę tego stanu rzeczy są niewielkie. Nie mniej, dla zwykłego kredytobiorcy, zgłaszanie takich roszczeń przez ogromny bank może okazać się przytłaczające i wywoływać w nim efekt groźby. No ale od czego kredytobiorcy mają radców prawnych?

radca prawny Tomasz Okrzesik
SABUDA+NĘDZA-RADCOWIE PRAWNI